Pakujemy wyjazdową kosmetyczkę,

czyli 10 niezbędników, które musisz zabrać ze sobą na wakacje.

Nadchodzi sierpień, a więc kulminacja wakacyjnych wyjazdów dopiero przed nami. Ja niestety urlop mam już za sobą, ale dzięki temu mógł powstać mój dzisiejszy post - pełen, mam nadzieję, przydatnych porad na temat pakowania wakacyjnej kosmetyczki. Część wybranych przeze mnie produktów to kosmetyki, które są ze mną od dawna, ale odkryłam też kilka nowości, tak rewelacyjnych, że żałuję, że zaczęłam ich używać dopiero teraz.

Ale od początku. Jaka zasada przyświecała mi podczas pakowania mojej kosmetyczki przed wyjazdem nad Bałtyk? Przede wszystkim minimalizm i co za tym idzie - wszechstronność. Takie 2,3… a najlepiej 10w1, np. woda termalna, którą mogę użyć do wielu czynności pielęgnacyjnych czy suchy olejek, który używałam do ciała i włosów. Lekki krem do twarzy, który można używać również jako krem pod oczy (w połączeniu z olejkiem idealnie sprawdził się również jako maska na przesuszoną opalaniem skórę!). Nie wiem jak Wy, ale ja podczas wakacji, zawsze pozwalam mojej skórze odpocząć od makijażu, więc także i tym razem zabrałam ze sobą tylko puder mineralny, który i tak nałożyłam tylko raz. Strategia opisana przeze mnie wyżej pozwoliła mi naprawdę „odchudzić” moją kosmetyczkę oraz zabrać tylko niezbędne produkty. Konkretnie, dziesięć produktów - oto one:

1.    Chusteczki nawilżane czystą wodą Waterwipes

Zawsze lubię mieć przy sobie „mokre” chusteczki, dlatego naturalnym wyborem było zabranie ich również na wakacje. Chusteczki Waterwipes okazały się strzałem w dziesiątkę i jak zwykle znalazłam dla nich mnóstwo zastosowań. To nie są zwykłe chusteczki! To najlepszy skład jaki udało mi się znaleźć na rynku 99,9% to czysta woda z kroplą ekstraktu z grejpfruta. Moja wrażliwa skóra je wprost uwielbia. Dodatkowo są one naprawdę dobrze nasączone, mięsiste i grube. Używałam ich do wycierania rąk, odświeżania twarzy jak również higieny intymnej. Sprawdziły się na 6+!

2.    Antybakteryjna pianka do mycia rąk Bentley Organic

Przydaje się wszędzie tam gdzie nie możemy umyć rąk wodą i wytrzeć ich ręcznikiem. Niezastąpiona podczas podróży, na plaży, w restauracjach czy kawiarniach. Działa antybakteryjnie, nie wysusza, bo nie zawiera szkodliwych substancji chemicznych, a 90 proc. składu stanowią składniki organiczne. Opakowanie 50ml (producent twierdzi, że wystarcza na 125 psiknięć) jest niewielkie i poręczne, zmieści się nawet w niewielkiej kosmetyczce. Łatwo się ją dozuję za pomocą szerokiej pompki, wystarczy naprawdę jedno naciśnięcie, aby „umyć” dłonie. To już moje kolejne opakowanie, produkt ten stosuję bowiem namiętnie od prawie trzech lat i nadal nie znalazłam nic lepszego.

3.    Torebki do wyrzucania zużytych tamponów FabLittleBag™

No dobrze, przyznaję się! Jeszcze do niedawna uważałam, że to zbędny gadżet. Jednak wiadomo, wakacje rządzą się swoimi prawami. Oczywiście znajdą się miejsca, w których utylizacja zużytego tamponu będzie po prostu utrudniona. Kupiłam z ciekawości i… już zaopatrzyłam się w kolejne! Zdecydowanie jest to rzecz, która powinna trafić do każdej kobiecej torebki, przydatna w wielu sytuacjach, nie tylko podczas wakacji. FabLittleBag™ powstały w Wielkiej Brytanii, a od niedawna są dostępne również w Polsce. To niewielkie biodegradowalne torebeczki z rączkami, w które wkładamy dwa palce, wrzucamy zużytą wkładkę lub tampon i zaklejamy, ściskając palcami. Takie to proste!

4.    Kosmetyki z SPF

Absolutny „must have”, bo warto pamiętać, że słońce opala wszędzie! Nawet kiedy na zewnątrz jest pochmurno i słońca nie widać, promieniowanie wciąż ma wpływ na naszą skórę. Dlatego filtry to podstawa. Wysokość filtrów UVA i UVB warto dobierać zależności od karnacji  oraz klimatu w jakim się znajdujemy. Ja zabrałam ze sobą produkty z SPF 30. Z racji na to, iż miałam w zasadzie końcówkę mineralnego sprayu Alphanova Sun z poprzedniego wyjazdu, zabrałam dodatkowo mleczko Silky Sun marki Nikel. Obydwa produkty sprawdziły się doskonale, nie pojawiły się żadne ślady oparzenia słonecznego, a skóra ma teraz zdrowy, brązowy odcień. Mineralny spray z Alphanova Sun stosowałam na twarz, natomiast mleczko Nikel do ciała. Olbrzymi plus za piękne, naturalne zapachy!

5.    Kojący żel z aloesem i rumiankiem na podrażnienia Nikel

Najlepszy na opaloną skórę oraz poparzenia słoneczne! W tym roku na szczęście udało mi się uniknąć „spieczonego raczka”, ale mimo to, po dłuższym przebywaniu na słońcu, i tak zawsze stosowałam produkt dla ukojenia rozgrzanej po opalaniu skóry. Przyjemnie chłodził i nawilżał, a do tego jego stosowanie było bardzo przyjemne, bo pięknie pachniał. Dodatkowo stosowałam go jako balsam do ciała na przemian z olejkiem oraz jako do nóg po depilacji oraz nakładałam na miejsca po ukąszeniach komarów. Odkryłam, że zapobiega wrastaniu włosków, więc jestem przekonana, że ten produkt na stałe zagości w mojej kosmetyczce. Kolejny hit marki Nikel w mojej kolekcji kosmetyków do pielęgnacji.

6.    Olejek w sprayu utrwalający opaleniznę z drobinkami Alphanova Sun

Po jego użyciu wszystko wygląda lepiej;-) Wybrałam wersję z drobinkami, chociaż zastanawiałam się długo, bo czysty olejek wydawał się bardziej uniwersalny. Kosmetyk pięknie podkreślał opaleniznę i dodatkowo ją rozświetlał. Naturalny „efekt glow”, dzięki mocno zmielonym połyskującym drobinkom. Naturalne olejki oraz ekstrakty roślinne wspomagały również regenerację skóry po opalaniu oraz odbudowywały uszkodzoną warstwę lipidową. Po jego aplikacji mogłam od razu się ubierać, bo nie zostawia tłustej warstwy i nie klei się. Kosmetyk nakładałam również na włosy jako odżywkę na końcówki! Ale to nie wszystko - warto zaaplikować go także na nogi, ponieważ drobinki zawarte w olejku rozpraszają światło i zmniejszają widoczność cellulitu, co na wakacjach jest zdecydowanie na olbrzymi plus!

7.    Woda termalna Montbrun

Na początku szukałam czegoś mniejszego, aby zajęło mniej miejsca w kosmetyczce, bo woda ma aż 300ml. Kiedy jednak pomyślałam jak często będę jej używać, zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno 300ml wystarczy ;-). Przyznaję, można powiedzieć, że jestem uzależniona od stosowania wody termalnej! Szczególnie latem, kiedy nawet w ciągu dnia mogę się odświeżyć, ale przy mojej wrażliwej cerze stosuję ją cały rok. A woda termalna Montbrun w postaci delikatnej mgiełki bardzo przyjemnie się aplikuje. Na wakacjach jak zwykle znalazłam dla niej mnóstwo zastosowań. Używałam jej do odświeżania i ochładzania twarzy w ciągu dnia, po opalaniu, wieczorem po umyciu i przed nałożeniem kremu. Chyba weszło mi to w nawyk, bo choć wróciłam z wakacji, wodę termalną zabieram codziennie do pracy!

8.    Płyn do mycia twarzy i ciała 2w1 z różą damasceńską Nikel

Zapach róży w najczystszej postaci. Naturalny żel w przedziwnej formie, który po zetknięciu z wodą zamienia się w delikatną piankę, która usuwa zanieczyszczenia, a przy tym nie podrażnia nawet wrażliwej skóry. Skład bardzo dobry bez wysuszających sulfatów, sztucznych konserwantów, PEGów i ropopochodnych. Po umyciu twarz nie była ściągnięta, tylko delikatna i gładka w dotyku. Dodatkowym plusem jest jego formuła 2w1, dzięki temu zamiast żelu pod prysznic i do mycia twarzy zabrałam tylko jeden kosmetyk. Używam cały czas, aby przywołać chociaż na chwilę wspomnienie wakacji.

9.    Szampon do włosów cienkich z ryżem i miodem Nature Moi

Przetestowałam już chyba wszystkie szampony tej marki i do moich włosów, cienkich i pozbawionych objętości, najlepiej sprawdza się właśnie wersja z miodem i ryżem. Przy tego typu włosach ważne jest, aby ich nie przeciążyć, bo będą wyglądały na oklapnięte i pozbawione witalności. Zawarte w szamponie Nature Moi proteiny pomagają regenerować uszkodzoną warstwę keratynową i wygładzają strukturę włosa. Oczywiście kosmetyk nie zawiera sulfatów oraz silikonów. Włosy po jego zastosowaniu są świeże, dobrze się układają i nie są tak przyklapnięte. Bardzo ładny zapach długo utrzymuje się na włosach. Jego formuła jest biodegradowalna, co oznacza, że jego zastosowanie nie powoduje zanieczyszczenia ekosystemów wodnych.

10.   Detoksykująco- nawilżający krem do twarzy z serii Super Greens Sukin

Last but not least w moim zestawieniu niezbędników. W zasadzie może powinnam od niego zacząć, bo to jeden z lepszych produktów do pielęgnacji twarzy, jakiego miałam przyjemność używać. Marka Sukin od niedawna gości na polskim rynku. Pochodzi z Australii i w swoim ojczystym kraju jest bardzo popularna, więc chętnie ją przetestowałam. Poza renomą, skusił mnie także bardzo dobry skład oraz zawartość tzw. super foods, które działają antyoksydacyjnie. Z technicznych kwestii, zdecydowanym argumentem „za” zabraniem tego produktu na wakacje było… opakowanie z pompką! Tak, w mojej subiektywnej ocenie to najwygodniejsza i najbardziej higieniczna forma aplikacji kosmetyku. Nie mogę zbyt dużo powiedzieć o jego długofalowych efektach działania na skórę, bo używam go dopiero od dwóch tygodni. Co zauważyłam w tym czasie? Mimo słonej wody, słońca, piasku i wiatru moja skóra jest odpowiednio nawilżona, a od ok. tygodnia nie pojawił się na skórze ani jeden wyprysk. Olbrzymi plus to również konsystencja, produkt jest lekki, a przy tym dobrze nawilża. Więcej o kremie opowiem Wam na pewno jak tylko potestuję go dłużej.

I to już koniec mojej listy wakacyjnych niezbędników. Mam nadzieję, że skorzystacie z moich porad podczas pakowania wyjazdowej kosmetyczki. Tak naprawdę większość produktów jest na tyle uniwersalna, że mogą stanowić bazę bagażu podróżnego przez cały rok. Miłego testowania! I koniecznie podzielcie się w komentarzu swoimi doświadczeniami - chętnie poczytam o tym, czego Wy lubicie używać i co się u Was sprawdza.

Pozdrawiam,

Edyta z ekoDrogerii